Truma Eezy: elektryczne dogrzewanie kampera bez gazu
Truma Eezy to sprzęt, który zainteresował mnie nie jako zamiennik Combi, ale jako sensowne dogrzewanie kampera na 230 V. U mnie w Ducato najczęściej problemem nie jest mróz w Alpach, tylko chłodny, wilgotny wieczór na kempingu, kiedy szkoda odpalać gaz na całą noc. Ten kompaktowy ogrzewacz ma do 1800 W mocy, waży 3,13 kg i mieści się tam, gdzie typowa farelka wygląda już jak prowizorka. W 2026 roku kosztuje 2488,56 PLN netto, czyli około 3060,93 PLN brutto.
Do czego nadaje się Truma Eezy w kamperze?
Najkrócej: do kempingów, parceli z prądem i postojów, gdzie mam stabilne 230 V. Truma elektryczny ogrzewacz Eezy pracuje jako dodatkowe źródło ciepła, a nie pełnoprawne ogrzewanie postojowe do zimowego off-gridu. Przy mocy maksymalnej 1800 W pobór prądu to okolice 7,8 A, więc na słupkach 10 A działa to normalnie, ale przy zabezpieczeniu 6 A trzeba już myśleć, co jeszcze jest włączone: bojler, czajnik, ładowarka, indukcja. W moim aucie najbardziej pasuje do dogrzania części dziennej rano albo wysuszenia wnętrza po deszczu, kiedy dzieci wracają z mokrymi kurtkami.
Nie kupowałbym go do stania na dziko z akumulatora. Teoretycznie można zasilić go przez mocny falownik, ale 1800 W szybko pokaże dno nawet w solidnym LiFePO4. To urządzenie dla tych, którzy często korzystają z kempingów i chcą oszczędzać gaz albo nie lubią słyszeć pracy głównego ogrzewania w nocy.
Parametry, które mają znaczenie w trasie
Eezy ma wymiary 33 x 12,3 x 18,8 cm, więc realnie mieści się w schowku pod kanapą, w garażu albo w szafce technicznej. Masa 3,13 kg nie robi dramatu w ładowności, a to ważne, bo w kamperze każdy kilogram konkuruje z wodą, rowerami i zapasem jedzenia. Najważniejsze są trzy tryby pracy: Max do szybkiego nagrzewania, Eco do spokojniejszego grzania i tryb nocny nastawiony na cichszą pracę. Nie jest to gadżet za 150 zł z marketu, tylko urządzenie Trumy, więc płacimy za jakość wykonania, bezpieczeństwo i sensowną kulturę pracy.
W praktyce podoba mi się, że nie muszę ingerować w instalację gazową ani ciągnąć spalin przez ścianę. Podłączam 230 V i mam dodatkowe ciepło. To szczególnie przydatne w mniejszych vanach i półintegrach, gdzie kubatura jest niewielka. W dużej alkowie sześciometrowej da radę jako wsparcie, ale nie oczekiwałbym, że samodzielnie zrobi saunę przy kilku stopniach na minusie.
Plusy i minusy z mojego punktu widzenia
Największy plus to komfort psychiczny: stoję na kempingu, mam prąd w cenie albo w rozsądnej taryfie, więc gaz zostaje na gotowanie i bojler. Druga sprawa to szybka reakcja. Włączam tryb Max i po chwili czuć różnicę przy stoliku, zwłaszcza gdy kamper stał cały dzień zacieniony. Trzecia zaleta to gabaryty. 33 cm długości to naprawdę mało, a urządzenie nie wymaga wożenia osobnej butli, reduktora czy przewodów.
Minusy? Cena jest wysoka. Około 3061 PLN brutto w 2026 roku to poziom, przy którym trzeba mieć konkretny scenariusz użycia. Drugi minus to zależność od przyłącza 230 V. Na dzikich miejscówkach, parkingach narciarskich bez prądu czy przy słabym słupku kempingowym jego potencjał mocno spada. Trzeba też pilnować bilansu obciążenia, bo 1800 W plus czajnik elektryczny to prosty przepis na wybicie zabezpieczenia.
Czy warto kupić?
Moim zdaniem warto, jeśli jeździsz dużo po kempingach, masz markowe ogrzewanie gazowe lub diesla, ale chcesz je odciążyć i dogrzać kampera prądem. Truma Eezy jest rozsądnym wyborem dla par, rodzin w vanie i użytkowników, którzy sezon zaczynają w marcu, a kończą późną jesienią. Nie polecam go jako jedynego źródła ciepła do zimowego karawaningu ani osobom, które prawie zawsze stoją bez przyłącza. Dla mnie to nie jest awaryjna farelka, tylko porządny element wyposażenia: drogi, ale praktyczny, gdy kamper żyje głównie na parcelach z 230 V.