Czajnik w kamperze: 12V, 230V czy gazowy po moich testach
Czajnik w kamperze przerobiłem już w wersji 12V, 230V i zwykłej gazowej, bo kawa o 6 rano na dzikim postoju to u mnie rytuał. W moim Ducato najpierw woziłem mały czajnik z marketu, potem testowałem Dometic 12V, a ostatnio wróciłem do stalowego gwizdka na kuchenkę. Różnica nie jest tylko w czasie gotowania, ale też w tym, czy po herbacie zostaje jeszcze prąd na lodówkę i ogrzewanie.
230V gotuje szybko, ale zjada prąd bez litości

Najwygodniejszy był u mnie Russell Hobbs Travel 23840-70, 0,85 l i 1000 W, kupiony w 2026 za 139 zł. Na kempingu pod słupkiem CEE 10A działa bez stresu, woda na dwie kawy była gotowa po około 4 minutach. Problem zaczyna się na postoju bez zewnętrznego zasilania.
Przy przetwornicy Victron Phoenix Smart 12/1600, która kosztuje teraz około 2650 zł, taki czajnik ciągnie z akumulatora 85-95 A. Na LiFePO4 100 Ah Renogy Core za 1899 zł da się z tym żyć, ale na moim starym AGM 100 Ah Exide napięcie siadało szybciej niż humor przy pustej kasecie Thetford. Dwa gotowania rano i wieczorem to niby tylko kilkanaście amperogodzin, ale dochodzi lodówka Dometic CRX, światło, ładowanie telefonów i nagle bilans robi się ciasny.
Testowałem też Severin WK 3647, 0,5 l, 1000 W, cena 115-130 zł. Jest mały, mieści się w szufladzie pod zlewem i nie lata po blacie, jeśli owinę go ręcznikiem. Do samotnego wyjazdu super, ale dla dwóch osób trzeba gotować dwa razy, więc oszczędność czasu znika.
12V brzmi kusząco, w praktyce trzeba mieć cierpliwość
Dometic PerfectKitchen MCK 750 na 12V kosztuje w 2026 około 219 zł i ma moc 200 W. Montowałem go w Transicie kolegi, który nie chciał przetwornicy, bo bał się grubych kabli i bezpieczników. Działa, ale 0,75 l wody gotowało nam się pod Giżyckiem prawie 28 minut.
Plusem 12V jest prostota: wtyczka do gniazda, brak 230V, brak kombinowania. Minusem jest to, że zwykłe gniazdo zapalniczki w Ducato potrafi się grzać, jeśli jest kiepsko zarobione albo ma cienkie przewody. U siebie dałem osobne gniazdo Hella z przewodem 2,5 mm2 i bezpiecznikiem 15 A, bo fabryczne gniazdo po kwadransie było wyraźnie ciepłe.
Największe rozczarowanie to czajniki 12V za 60-80 zł z Allegro. Jeden noname 150 W pękł mi przy uchwycie po trzecim wyjeździe, a drugi miał tak słaby korek, że para szła bokiem. Jeśli ktoś chce 12V, brałbym Dometic albo Waeco z drugiej ręki, ale tylko do spokojnego stylu jazdy, nie do szybkiej kawy przed wyjazdem z parkingu.
Gazowy czajnik nadal wygrywa na dziko
Po tych testach w moim Ducato najczęściej używam czajnika gazowego Brunner Whistling Kettle 2 l za 129 zł. Na kuchence Dometic HBG 2335 zagotowanie 0,8 l trwa około 6-7 minut, czyli wolniej niż 230V, ale bez ruszania akumulatora. Na Mazurach, przy trzech dniach stania bez słupka, to była najrozsądniejsza opcja.
Dobry jest też składany Outwell Collaps Kettle 1,5 l, cena około 169 zł, ale trzeba pilnować płomienia. Silikonowe boki nie lubią, gdy ogień wychodzi poza dno, a w kamperowej kuchence łatwo o to przy większym palniku. Dla mnie stalowy gwizdek jest mniej modny, ale pancerny i łatwy do umycia.
Koszt gazu też nie zabija. Butla GasBank 11 kg zatankowana LPG za około 3,20 zł/litr starcza mi na gotowanie, lodówkę awaryjnie i Trumę przez wiele dni, więc pojedynczy czajnik to grosze. Przy 230V z akumulatora płacę nie pieniędzmi, tylko zapasem energii, a ten w pochmurny listopadowy weekend jest ważniejszy.
Mój obecny zestaw jest prosty: gazowy Brunner jako podstawowy, mały Severin 230V na kempingi i brak czajnika 12V w codziennym bagażu. Jeśli mam podłączenie do słupka, używam prądu i oszczędzam gaz. Jeśli stoję na dziko, woda idzie na palnik, a Victron pokazuje spokojne napięcie zamiast alarmu niskiego SOC.
Jaki czajnik w kamperze wybrałbym dziś?
Do jazdy po kempingach wybrałbym mały czajnik 230V 800-1000 W, najlepiej 0,5-0,8 l. Do postojów na dziko brałbym stalowy gazowy z gwizdkiem, bo jest niezależny od akumulatora. Czajnik 12V ma sens tylko wtedy, gdy naprawdę nie masz gazu ani przetwornicy i nie przeszkadza ci długie czekanie.