Pundmann Therm Boiler 12 V: mały bojler do kampera bez gazu
Pundmann Therm Boiler od razu wpadł mi w oko, bo to nie jest kolejny wielki bojler wymagający gazu, komina i połowy szafki. U mnie w Ducato najczęściej brakuje właśnie małej ilości ciepłej wody: do twarzy, naczyń po śniadaniu albo szybkiego przepłukania rąk po serwisie roweru. Ten model ma 3 litry, działa z 12 V i kosztuje w 2026 roku 764,61 zł netto, czyli około 940 zł brutto. Nie udaje Trumy Combi, ale jako prosty, niskociśnieniowy podgrzewacz może być bardzo sensowny.
Do czego się nadaje
Pundmann Therm Boiler 12 V widzę przede wszystkim w vanach, małych kamperach i zabudowach weekendowych, gdzie nie ma miejsca na klasyczny bojler 10 litrów. Zbiornik ze stali nierdzewnej mieści 3 litry, całość ma 260 x 228 x 200 mm i waży 4,9 kg, więc da się go schować pod zlewem albo w niskiej szafce technicznej. Ważne: to urządzenie niskociśnieniowe, czyli nie podłączałbym go bezmyślnie do typowej instalacji ciśnieniowej z mocną pompą i zwykłą baterią. Potrzebna jest armatura i układ zgodny z takim rozwiązaniem. Jeśli ktoś dopiero projektuje wodę w busie, warto najpierw przejrzeć podstawy, bo instalacja wodna w kamperze potrafi zemścić się przeciekiem w najmniej wygodnym miejscu.
Co realnie potrafi na postoju
Parametry są uczciwe: moc 180 W, zasilanie 12 V i podgrzanie 3 litrów wody do 75°C w około 64 minuty. W praktyce oznacza to pobór około 15 A, więc przez godzinę z akumulatora zniknie mniej więcej 16 Ah. Przy LiFePO4 100 Ah to nie dramat, ale przy starym AGM 80 Ah już bym tego nie odpalał wieczorem bez kontroli. U mnie taki mały bojler ma sens, gdy jadę na solarze, robię krótkie postoje i nie chcę grzać gazem dla jednej miski wody. Trzeba tylko pamiętać, że 3 litry to komfort higieniczny, nie prysznic hotelowy. Do mycia naczyń mieszam wodę z zimną i wtedy starcza zaskakująco długo. Przed montażem policzyłbym cały bilans w kalkulatorze zużycia energii, bo lodówka, router i ładowanie laptopa też chcą swoje.
Plusy i minusy z mojej trasy
Największy plus to prostota. Nie ma spalin, nie ma przewodu gazowego, nie ma komina w ścianie i nie trzeba kombinować z legalizacją gazu po przeróbkach. Drugi plus to kompaktowy rozmiar: 20 cm wysokości robi różnicę w zabudowie, gdzie każda półka walczy o garnek, filtr wody i zapas kawy. Podoba mi się też stal nierdzewna, bo w tanich plastikowych zbiornikach po sezonie bywa różnie z zapachem. Minusy? Czas grzania. Godzina do pełnego nagrzania wymaga planowania, czyli włączam po przyjeździe, a nie wtedy, gdy już stoję z mokrymi rękami. Drugi minus to ograniczona pojemność. Dla rodziny 2+2 to będzie raczej dodatek do kuchni, nie główne źródło ciepłej wody. No i montaż niskociśnieniowy trzeba zrobić porządnie: bez zaciskania odpływu rozszerzającej się wody i bez zaworów, które zrobią z niego bombę hydrauliczną.
Czy warto w 2026 roku?
Moim zdaniem warto, ale pod konkretny scenariusz. Jeśli budujesz lekkiego vana, jeździsz solo albo w parze i chcesz mieć ciepłą wodę bez gazu, Therm Boiler Pundmann jest jednym z ciekawszych kompromisów. Cena około 940 zł brutto nie jest niska jak za 3 litry, ale płacisz za mały rozmiar, stalowy zbiornik i zasilanie 12 V bez przetwornicy. Nie brałbym go do dużej alkowy z normalnym prysznicem ani tam, gdzie codziennie kąpią się dzieci. Brałbym go do vana, jachtu, mini kampera i zabudowy wyprawowej, gdzie liczy się prostota, niska masa i brak gazowych ceregieli. To nie luksusowy bojler, tylko praktyczny mały pomocnik, który najlepiej działa wtedy, gdy znasz jego ograniczenia.